Marzenie
"Najważniejsze: Marzenia. Marzenia są czymś, co sobie wymyślimy lub postanowimy, jako coś znajdującego się na granicy osiągalnego. To coś, o czym śnimy. Coś, o czym myślimy w chwilach zwątpienia. Siedzę sobie na skale, obok mnie Nil Wiktorii kotłuje się w wodospadach Murchinsona. Spoglądam w dół i widzę, jak wije się ta tajemnicza rzeka po horyzont. Jestem nieopodal miejsca, gdzie rodzi się Nil. To początek wielkiej przygody. Mam wielkie i nieokiełznane marzenie: Objechać świat dookoła! Mam już cel w życiu: Przygotować się do tej długiej podróży." (ostatnie zdanie (http://www.major.tm.pl/moj_swiat/26.pdf) w mojej książce "Mój Świat" (http://www.major.tm.pl/tomasz_major_moj_swiat.php)
Plan
Niektórzy mówią, że już wszystko na świecie widziałem. To nigdy nie będzie prawdziwe stwierdzenie. Życia nie wystarczy, by zobaczyć wszystko, by przeżyć wszystko.
Po ostatniej wyprawie do Papui ogarnęło mnie zwątpienie:
"Ostatnie słowa, które dopisuję w Papui do gotowej już do druku książeczki
Zadałem sobie pytanie, czy warto tu było przybyć. Odpowiem tak: Biorąc pod uwagę przerażająco długą i wyczerpującą podróż oraz dziesiątki urokliwych i dzikich miejsc, które już mi było dane oglądać, po raz drugi nie wybrałbym się tutaj. Z drugiej strony fajnie jest zobaczyć na własne oczy jak ludzie przeskakują w kilka lat wiele epok. W tej książce opisywałem już wielokrotnie niedosyt, związany z tym, że zobaczyło się już, odkryło, ujrzało wiele "naj-".
Ostatnie wyprawy nakazują mi znaleźć nową jakość podróżowania, może nawet nową jakość życia. Coraz częściej mam wrażenie, że już wszystko zobaczyłem, że nic mnie już nie zaskoczy.
Z jednej strony mam na mojej liście jeszcze wyprawy moim wehikułem na Kaukaz, nad Bajkał i do Mongolii, na Bliski Wschód do Syrii i Jordanii, do dalekiej Turcji, do Uzbekistanu i Turkmenistanu oraz Kazachstanu, na Krym, do Grecji, Islandii i północnej Finlandii, do Maroka w Góry Atlas, do południowych Indii oraz w indyjskie Himalaje. Mam na liście, wydawać by się mogło, obowiązkowe wypady na Filipiny w Wielkanoc, mułem lub osłem po Patagonii, do Etiopii, egipskich piramid, do klasztoru w Butanie, w dolinki Myanmaru, do Majów i Azteków w Meksyku i Ameryce Środkowej, do Ekwadoru i na Galapagos, w chilijskie i boliwijskie Andy, na Madagaskar i na Komory, do południowoafrykańskich zwierzaków w Namibii, Botswanie, RPA i Zimbabwe, na Alaskę śladami niedźwiedzi oraz na dzikie pojezierza Kanady. Pozostały mi też trudniejsze wypady do Iranu, zachodniej Afryki francuskiej, do Kongo w poszukiwaniu Bonobo, pod żaglami na Antarktydę oraz do Karakorum. W sumie naliczyłem 33 kilkutygodniowych wypadów. Do zrobienia w niecałe 10 lat.
Czy jednak z drugiej strony odnajdę jeszcze gdzieś większą frajdę w górach niż Ausangate w Peru i Ruwenzori na pograniczu Ugandy i Konga? Czy odkryję bardziej tajemniczą dżunglę od Amazonii i Borneo? Czy powali mnie na kolana coś bardziej od Angkoru? Czy coś wyciśnie na mnie łzy wzruszenia bardziej niż goryle podrostki na pograniczu Rwandy i Konga? - Może wędrówka po Bieszczadach? Może Bory Tucholskie? Może Koloseum w Rzymie? Może spotkanie z łośkiem nad Biebrzą?" (
http://www.major.tm.pl/moj_swiat/18.pdf)
Po wielu tygodniach doszedłem do siebie. Wyzdrowiałem. Wypocząłem
Od kilku dni ponownie ślęczę całymi wieczorami nad mapą Afryki.
To obsesja.
Jeżdżę palcem i wykreślam na mapie ścieżki do kolejnych fortów i oaz na Saharze, do osad w Sahelu. Odwiedzam Bonobo w Kongo, przebijam się do parków narodowych w Namibii, Botswanie. Wracam na chwilę do baraszkujących Goryli na pograniczu Ugandy i Rwandy oraz Konga, śledzę wędrówkę zwierzaków nad rzeczką Masai Mara i już po chwili mknę przez góry Etiopii i wybrzeże Erytrei. Dalej już szybko (jakaż to odległa perspektywa!), po globusie, przez Azję Mniejszą, Persję, Indie, Mongolię, Syberię na Alaskę. Zjazd "w dół" zachodnim wybrzeżem Ameryki Północnej, przez Amerykę Środkową i Andy peruwiańskie, chilijskie do Ushuai. Tam przerwa, przesiadka na jacht i rejs na Antarktydę, a po miesiącu obcowania z pingwinami, orkami i wielorybami powrót wschodnią częścią obu Ameryk, Alaskę, północną Syberię do ... domu.
Szkoda mi zostawić bliskich oraz fascynującą pracę. Z drugiej strony nie sposób zrezygnować z tej fascynującej podroży. Od dwóch miesięcy jestem rozbity. Kilka dni temu, w upalne dni lipca 2009 pomyślałem tak: Byłbym facetem bez jaj wybywając na wyprawę i rzucając jednocześnie wszystko, zostawiając na wiele lat przyjaciół, bliskich, klientów, ludzi, którym pomagam. Byłbym z drugiej strony frajerem poświęcając się tylko pracy, tkwieniu w zapyziałej Europie, prowadząc nudne życie i rezygnując z realizacji moich marzeń.
Postanowiłem: POŁĄCZĘ WSZYSTKO. Z niczego nie zrezygnuję. Wszystko osiągnę.
Informacja dla klientów i współpracowników: Nie zamierzam, na razie, zniknąć trwale. Kontynuuję moją pracę dla WAS i z WAMI.
Informacja dla przyjaciół i bliskich: Jestem i będę.
Informacja dot. wyprawy: WYRUSZAM JESZCZE W TYM ROKU! Późnym latem.
Wehikuł:
Korzystając z licznych i cennych rad życzliwych mi i doświadczonych ludzi, przygotowuję mój wehikuł do długiej podróży.
Hilux Troglodyta
Trasa:
Zaczynam od Sahary: Z Maroka pomknę do Mauretanii, Senegalu. Przebiję się przez Mali, piaski Nigru do Nigerii. Potem zobaczymy. Wszystko zależy od mojej kondycji, kondycji mojego wehikułu oraz (najważniejsze) ograniczeń w zakresie bezpieczeństwa oraz formalności celno-paszportowych.
Kto mi pomaga:
Pomoc w zakresie technicznym. Przygotowanie pojazdu: Zawodowcy z Toyota Terratrek Competition (www.terratrek.pl)
Życzliwe i pragmatyczne rady, kontakt z doświadczonymi podróżnikami: Michał Horodeński (www.wyprawy4x4.pl)
Konsultacje medyczne w zakresie katastrof, w których uczestniczyłem (i być może będę uczestniczył): dr n. med. Maciej Róg Malinowski
Obsługa strony internetowej wyprawy: Robert Zięciu Grzegorzak (www.roburstudio.com)
Kontakt:
www.major.tm.pl/aroundtheworld
tmajor@major.tm.pl