W grudniu 2004 r. pojechałem na urlop do Azji. Tam wydarzyła się tragedia, która pochłonęła pół miliona ofiar. Mi się udało przeżyć. I nie był to łut szczęścia. To był mistrzowski i heroiczny wyczyn Ani prowadzonej, inspirowanej i wspieranej przez Boga. Pomoc na wyspę trafiła po kilkunastu godzinach. Nie miałem prawa przeżyć tego. Gehenna się skończyła po wielu miesiącach. Dzięki mojej rodzinie, przyjaciołom i wielu dobrym ludziom, których miałem szczęście i zaszczyt poznać w tym czasie. Zmieniam moje życie. Bezkompromisowo. Praca przestaje się liczyć jako wartość sama w sobie. Najważniejsze pozostają moje marzenia i najważniejsi dla mnie ludzie. Im wszystko podporządkowuję.
... Czytaj dalej .
|